Są miejsca, które chce się odwiedzić… i są takie, które fascynują tylko dlatego, że istnieją.
Kokomięta zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii — i właśnie dlatego nie da się od niego oderwać.
To nie jest zwykły tekst. To literacka eksplozja absurdu, ironii i brutalnej szczerości, która wciąga czytelnika w świat hotelu tak niedoskonałego, że aż hipnotyzującego.
Największą siłą są postacie. Barwne, przesadzone, a jednocześnie boleśnie prawdziwe. Każda z nich niesie w sobie historię, którą chce się poznać do końca.
To ludzie zagubieni, zmęczeni, czasem absurdalni — ale przez to niezwykle ludzcy.
Ich dialogi i zachowania bawią, zaskakują i momentami trafiają zaskakująco głęboko.
Język jest ostry, bezkompromisowy i pełen błyskotliwych obserwacji.
To styl, który nie próbuje się podobać — on po prostu trafia w punkt.